Zatrzymujemy się w czasie jak na stacji kolejowej. Tydzień temu stacja „świątynia”. Dzisiaj stacja „niebo”. Tydzień temu dziękowaliśmy za poświęcenie naszej świątyni. Dzisiaj dziękujemy za niebo.
Dzisiaj widzimy ostateczny sens świątyni jako ważnej drogi do nieba. Chcemy nie tylko dziękować Bogu za zaproszenie, ale chcemy tam naprawdę dojechać. Wejście do nieba jest jednak tylko dla świętych czyli szczęśliwych w Bogu.
+Veni Sancte Spiritus! Wszystkich Świętych 2026
Ap 7,2-4.9-14; Ps 24; 1 J 3,1-3; Mt 5,1-12a.
Bracia i Siostry w Chrystusie!
W serce człowieka wpisane jest odwieczne pragnienie szczęścia. Dzisiejsza uroczystość Wszystkich Świętych pomaga nam zrozumieć, że pomysłodawcą tego „wpisu” jest odwieczny i wieczny Ojciec wszelkiego życia. Bóg kocha nas i zaprasza do życia wiecznego. Ono polega na nieustannym rozwoju miłości, bo Bóg jest miłością. Kiedy więc św. Jan Apostoł kreśli w Apokalipsie obraz nieba to używa barwnego opisu stworzeń od aniołów, które wstępują od wschodu słońca przez morze i drzewa aż po ludzi. Ci ostatni ubrani są w białe szaty czystości i trzymają w ręku palmy męczeństwa. Śpiewają przed Ojcem niebieskim i Barankiem paschalnym – Jezusem – pieśń uwielbienia i chwały. Oczy nie mogą oderwać się od piękna Boga. Tego, który był na ziemi niewidzialny, okryty mgłą wiary, a w niebie pozwolił siebie zobaczyć w odkrytej dla nowych oczu tajemnicy Trójcy Świętej. Odtąd ludzkie oczy, odnowione przez łaskę Chrystusa mogą zobaczyć Ojca i Syna i Ducha Świętego. Będą odtąd widzieć miłość Ojca do Syna, Syna do Ojca, która jest Duchem Świętym. W skrócie tak wygląda niebo.
Św. Jan Ewangelista dopełnia ten obraz słowami swego listu apostolskiego o naszym dziecięctwie Bożym. Przez chrzest święty każdy z nas stał się dzieckiem Boga. Przestał jedynie być Bożym stworzeniem, a stał się Bożym dzieckiem. To znaczący awans. Drzewo nie przestaje przecież być drewniane mimo to, że zostaje materiałem na stół czy szafę. My za to, jako dzieci Boże jesteśmy „umiłowani”, ale Bóg nie powiedział do nas jeszcze ostatniego słowa; pisze św. Jan: „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się [Bóg] objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. (3) Jaka to wspaniała wiadomość! Będziemy podobni do Boga przez całkowitą miłość… Wszystko inne w nas nie będzie już miało większego znaczenia. Dlatego zachęca nas św. Jan do spokojnego umacniania nadziei życia wiecznego. To spokojne życie nadzieją nazywa się świętością.
Podsumowując, na czym zatem polega świętość? Jak ją zrozumieć? Jak uchwycić?
Po pierwsze, świętość to miłość z Boga i z Bogiem. Po drugie, świętość to dziecięctwo Boże przez chrzest. Po trzecie, świętość to szczęście z zachowania wrażliwości serca i sumienia, o czym mówi nam św. Mateusz ukazując osiem błogosławieństw.
- Jeśli pokładasz nadzieję w Bogu, nie w pieniądzu, jesteś szczęśliwy, stajesz się święty.
- Jeśli umiesz płakać widząc cudze cierpienie, zachowałeś delikatność, stajesz się święty.
- Jeśli nie nadajesz rozgłosu swoim osiągnięciom, posiadłeś skromność, stajesz się święty.
- Jeśli tęsknisz za sprawiedliwością między ludźmi, dążysz do niej przez dialog, stajesz się święty.
- Jeśli wybierasz spojrzenie biedaka nad przyspawanie oczu do smartofona, okazujesz miłosierdzie potrzebującemu, stajesz się święty.
- Jeśli decydujesz się pomóc bezinteresownie, jesteś czysty w sercu, stajesz się święty.
- Jeśli wchodzisz między skłóconych, aby powstrzymać ich od przemocy, stajesz się święty.
- Jeśli cierpisz i doznajesz poniżenia, bo jesteś za obroną życia poczętego, albo dlatego, że jesteś za wiernością małżeńską mimo trudów, a nie rozwodem (bo tak łatwiej), stajesz się święty.
Ktoś może powiedzieć: czy to marzycielstwo czy realizm? Spójrzmy na św. Carlo Acutisa. Miał tylko piętnaście lat, gdy zmarł, ale od swej I Komunii świętej traktował Jezusa jako najważniejszego Przyjaciela i praktycznie codziennie przystępował do Komunii świętej. Eucharystię nazwał „autostradą do nieba”. Świętość to nasza codzienność i nasz cel. Wytrwajmy w drodze.