Ile warte jest podanie wody i chleba człowiekowi potrzebującemu? Ile warte jest użyczenie gościny bezdomnemu? Czy można narażać życie swoje i własnej rodziny, by okazać miłosierdzie ludziom zagrożonym śmiercią wskutek obłąkanej niemieckiej narodowosocjalistycznej ideologii? Blisko 80 lat temu, w dniu 24 marca 1944 r. na polskiej ziemi zostały zadane śmiertelne, krwawe rany ośmiu Żydom i dziewięciu Polakom w miejscowości Markowa w okolicach Łańcuta. Niemieccy okupanci okazali się złoczyńcami, zgrzeszyli przeciw życiu dorosłych i dzieci strzelając do Żydów i Polaków, którzy tym Żydom dawali schronienie. W dniu dzisiejszym polscy bohaterowie miłości – rodzina Wiktorii i Józefa Ulma zostaje ogłoszona błogosławionymi Kościoła katolickiego.
+Veni Sancte Spiritus! 23 nd zw A 10 września 2023 r.
Ez 33,7-9; Ps 95; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Nim odniesiemy się do męczenników miłosierdzia z Markowej spójrzmy na słowo Boże kierowane do nas przez dobrego Ojca na tę niedzielę. Prorok Ezechiel opowiada o potrzebie sprowadzenia występnego z jego błędnej drogi. Mówiąc językiem współczesnym, prorok nawołuje do korekty życia, do pozytywnej zmiany, do przemiany myślenia i działania w kierunku wartości a nie konsumpcji. Bóg mówi przez proroka, że milczenie wobec zepsucia człowieka występnego jest złe. Występny umrze na wieki. Ale ten, kto nie ratował go wskazując nawrócenie poniesie za niego odpowiedzialność. Występny odrzucający pomoc umrze z własnej winy. Ten, który stara się go nawrócić ocali swoją duszę.
W liście do Rzymian św. Paweł, mówi, byśmy kochali tu i teraz, bo możemy przegapić nasze zobowiązanie do miłości. Apostoł wyraża to takimi słowami: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością (…) Miłość nie wyrządza zła bliźniemu”(Rz 13,8. 10). Miłość czyli ofiara, oddanie, bezinteresowny dar jest znakiem ucznia Chrystusa. Kto kocha, ten potwierdza, że naśladuje Jezusa. Miłość nie jest kaprysem, zachcianką. Miłość jest obowiązkiem. Tak często miłość bywa mylona z emocją zakochania. Tymczasem miłość jest narażaniem siebie na utratę dobrego imienia, jest ryzykowaniem zdrowia, czasem życia.
Ewangelia kreśli dzisiaj obraz upomnienia. Ono nie jest po to, aby z pozycji moralnej wyższości wykazać komuś jego moralną nędzę i poniżyć. Ono jest po to, aby uratować człowieka, który czyniąc zło niszczy siebie i innych, który krzywdzi i przyczynia się do niesprawiedliwości. Upomnienie jest ratunkiem dla krzywdziciela w perspektywie życia doczesnego, ale jeszcze bardziej w perspektywie życia wiecznego. Jezus mówi o napomnieniu braterskim, którego celem jest wyprowadzenie z grzechu i wyrównanie niesprawiedliwości.
Jeśli dzisiaj z powagą i uniżeniem pochylamy się nad męczeńską śmiercią Wiktorii i Józefa Ulmów oraz siedmiorga ich dzieci czynimy to nie dlatego, aby poniżać ich złoczyńców. Chcemy zobaczyć miłość miłosierną okazywaną przez wiele miesięcy żydowskiej rodzinie przez słowiańską, katolicką rodzinę. Miłość miłosierną, która na pozór przegrała zmiażdżona nienawiścią niemieckich policjantów z bezczelnym napisem Gott mit uns na pasie munduru. Miłość polskich Samarytan tak oczywistą i nienawiść hitlerowskich niemieckich oprawców tak egoistyczną.
Na poddaszu w domu Ulmów osiem osób z żydowskich rodzin Goldmanów/„Szallów”, Grünfeldów i Didnerów żyło przez ponad rok. Polscy małżonkowie ukrywali ich i wspierali czym mogli. Mężczyźni pomagali przy garbowaniu skór, piłowali deski, rąbali drwa na opał. Ich praca została nawet przez Józefa Ulmę sfotografowana, podobnie jak wiele innych scen z życia codziennego rodziny. Wydawało się, że piekło okupacji jest gdzieś daleko. Ale to pozór – wokół była śmierć.
Niemieccy zbrodniarze ukarali śmiercią Żydów za to, że byli Żydami oraz Polaków za to, że im pomagali przetrwać prześladowania. Przed świtem 24 marca 1944 r. do Markowej przyjechali z Łańcuta niemieccy żandarmi pod dowództwem por. Eilerta Diekena wraz z granatową policją. Oprawcy byli dobrze poinformowani. Wiedzieli, w jakim celu jadą do Markowej i kogo tam szukają. Na poddaszu znaleźli ukrywających się Żydów. Rozległy się strzały. Niemcy odebrali życie Żydom. W ciągu następnych kilkunastu minut z rąk żandarmów zginęli wszyscy członkowie polskiej rodziny: najpierw rodzice: Józef Ulma, jego żona Wiktoria będąca w zaawansowanej ciąży, a potem ich sześcioro dzieci. Dowodzący zbrodniarzami Niemiec nigdy nie został osądzony i uznany winnym.
13 września 1995 r. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował pośmiertnie Józefa i Wiktorię Ulmów tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/historia-rodziny-ulmow).
W Markowej mimo zagłady rodziny Ulmów udało się innym ludziom przechować bezpiecznie 21 Żydów do końca wojny.
Rozmiłowani w sobie Józef Ulma (rocznik 1900) i Wiktoria Niemczak (rocznik 1912) stali się mężem i żoną w 1935 roku. Przez te zaledwie 9 lat życia w sakramencie małżeństwa przekazali życie biologiczne i duchowe swym małym skarbom: Stanisławie, Barbarze, Władysławowi, Franciszkowi, Antoniemu i Marii, a także ostatniemu dziecku, które Wiktoria nosiła w swoim łonie. Ludzie w okolicy wiedzieli, że Józef jest znakomitym rolnikiem, specjalistą od hodowli pszczół i jedwabników. Był człowiekiem pasji, który pierwszy we wsi wprowadził w swym domu elektryczność podłączając żarówkę do małego, ręcznie zbudowanego wiatraka. Posiadał apart fotograficzny i robił nim zdjęcia. Ze swoją Wiktorią byli ludźmi modlitwy, przynależącymi do Bractwa Żywego Różańca w parafii św. Doroty. Wiktoria brała również udział w przedstawieniach teatralnych w parafii. Napisano o Ulmach: „Był to dom pełen ofiary, przebaczenia i szacunku. Taki dom pachnie chlebem. Z takiego domu subtelnie wyłania się obraz Wiktorii Ulmy, która swoją delikatną obecnością budowała ognisko domowe. Niezwykle skromna, cicha, jakby nieco nieśmiała, miała w sobie ogromną siłę wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka. Za pozornym wycofaniem kryje się kobieta niezwykle silna i błyskotliwa. Jak wskazuje Stanisław Niemczak, bratanek Wiktorii, miała ona przenikliwy umysł i umiała wytłumaczyć skomplikowane rzeczy, nie potrzebując wielu słów”(https://ulmowie.pl/wiktoria/).
Dziękujemy Bogu za błogosławionych Józef i Wiktorię z ich dziećmi, którzy nie upominali Niemców, że robią źle prześladując Żydów, bo do tego nie mieli możliwości. Dziękujemy Bogu za Błogosławionych Ulmów, którzy czynili dobrze Polakom żydowskiego pochodzenia, dzieciom jednego Boga. Dziękujemy Kościołowi świętemu, że potwierdził heroizm miłości Wiktorii i Józefa Ulama oraz ich niewinnych dzieci. Dziękujemy, że Błogosławieni Małżonkowie potrafili wypełnić słowa św. Pawła: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”. Amen.