Fantasma na jeziorze

Co ważniejsze? Pełne serce czy syty żołądek? Co istotniejsze? Rozmowa Jezusa z Bogiem czy z ludźmi? Co pilniejsze? Przeprawa przez jezioro łodzią czy po falach? O co w tym wszystkim chodzi?

+Veni Sancte Spiritus! 19 Nd zw A

Mt 14,22-33 9 sierpnia 2020

Bracia i Siostry!

Posługując się żartobliwym porównaniem, na postawione powyżej pytania można by odpowiedzieć po japońsku – I to, i to. Ewangelia poprzedniej i dzisiejszej niedzieli kreśli obraz Jezusa bliskiego ludziom i bliskiego Bogu. Pokazuje piękne człowieczeństwo naszego Pana, Jego dojrzałość, która objawiała się wrażliwością na nasycenie całego człowieka – duszy i ciała. Pan nie tylko mówi o zasadach Królestwa Bożego, opowiada dłuższą część dnia o niewidzialnym i czułym Ojcu niebieskim, o wymogach życia dziecka Bożego. Chrystus dostrzega ludzkie potrzeby ciała – ludzie są głodni, spragnieni, zmęczeni nie tylko słońcem, również pracą wyobraźni i umysłu. Trzeba zjeść, wypić, może przespać się, kości rozprostować. Nasycić serce i żołądek.

Jezus nie jest firmą gastronomiczną. Nie przyszedł odebrać pracę kucharzom. Pokazuje jednak moc Bożą. Cudem rozmnożenie chleba i ryb – widzialnych i konkretnych pokarmów – Jezus uwiarygadnia tajemnice niewidzialnego Królestwa Bożego. Komuś takiemu można wierzyć.

Ewangelia dzisiejsza zaczyna się zwrotem: (22) Gdy tłum został nasycony Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Często zastanawiam się na czym polegało to odprawienie tłumów przez Jezusa, gdy nakarmił ludzi, a swoim uczniom kazał jednoznacznie, aby się przeprawili na drugi brzeg? Pozostał sam z tłumami. Rozum podpowiada mi, że wielu przyszło, aby Mu podziękować i prosić o błogosławieństwo. Wiedzieli już, że to co usłyszeli pracuje w ich sercach pulsującą nową nadzieją, a to co spożyli uspokoiło fizyczne pragnienia. Być może była to długa kolejka stojących przed Chrystusem ludzi, z których każdy chciał spojrzeć w Jego czyste oczy, chciał przez nie zaglądnąć w głębię Bożego Człowieka, w przedsionek nieba. Tłum bowiem jest nieokreślonym zbiorem ludzi, ale element tłumu jest konkretnym człowiekiem, mającym imię i nazwisko, swoją tożsamość, historię, potrzeby i lęki. Oczy Jezusa i oczy poszczególnego człowieka to jakby pierwsza komunia, zjednoczenie, wybór drogi w kierunku Boga. Zapewne Zbawiciel kładł swoje dłonie na jego głowie i wypowiadał słowa błogosławieństwa.

Drugi etap dzisiejszego ewangelijnego obrazu wiedzie nas na modlitwę Jezusa. Ten, który jest prawdziwym człowiekiem jest też prawdziwym Synem Bożym i odczuwa potrzebę pobycia z Ojcem niebieskim. Nie chce rozgłosu, odsuwa się na bok. Chce całkowicie oddać siebie Ojcu. Wpatrywać się w sobie tylko wiadomy sposób w Oblicze Ojca, nim się radować. Ofiarować Mu tych, z którymi się spotkał. Modlić się do Ojca za nimi. Ciemność nocy nie przeszkadza temu spotkaniu.

Noc trwa nadal. Zbawiciel idzie po jeziorze. Nie płynie. Idzie. Przemieszcza się na tyle szybko, że dochodzi do łodzi, w której płyną apostołowie. Ci, co nie śpią dostrzegają nie tyle Jezusa, co zjawę po grecku fantasmę, czyli kogoś przerażającego, bo nieprzewidywalnego. Krzyczą z przerażenia. Słowa Jezusa „Odwagi! To ja jestem!” nie przynoszą absolutnej pewności, że to Pan. Piotr mówi warunkowo (28) Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! Jezus przystaje na ten warunek. Piotr wychodzi z łodzi, stawia stopy na wodzie, krok po kroku przychodzi do Zbawiciela. Wiara żywa, zawierzenie Jezusowi w stu procentach. Jednak sytuacja jest dynamiczna. Napisał św. Mateusz: „(30) Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie!” Jezus silnym ramieniem podtrzymuje go na wodzie.

Co się stało? Piotr stał obok Jezusa, ale przestał patrzeć na Niego. Popatrzył wokoło na fale i burzący je wiatr. Piotr przestał patrzeć na Jezusa. Przeraził go świat, bo stracił z oczu Mistrza, co chleb i ryby rozmnaża oraz po wodzie idzie. Wiara jest spojrzeniem w oczy niewidzialnego, bliskiego Pana. Szukasz Jego spojrzenia?

Dodaj komentarz