Kiedy przed kilkoma dniami w Wenezueli doszło do trzęsienia ziemi, życie straciło ponad 1700 osób. Poruszyło mnie zdjęcie psa, który ze smutną miną i naprężonym ciałem trwał nad maleńkim chłopczykiem osłaniając go w szczelinie ruiny. Mężczyźni ze służb ratunkowych musieli chwilę psa uspokajać, aby się przekonał, że sięgają po dziecko nie chcąc mu zrobić krzywdy. Pies zaufał; po wyciągnięciu malca pies został sowicie napojony i nakarmiony.
+Veni Sancte Spiritus! 14 nd zwykła rok A 5 lipca 2026
Za 9,9-10; Ps 145; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Przeżywamy kolejny czas początku wakacji, gdy tradycyjnie dzieci i młodzież zakończywszy szkołę mogą odpocząć od wysiłku intelektualnego i systematycznej pracy nad różnymi umiejętnościami. Słowo Boże przypomina każdemu z nas, że odpoczynek jest spotkaniem z Bogiem – Ojcem i Miłością, w której jest źródło naszego życia, nasz prawdziwy rozwój i nasza nieskończona przyszłość w niebie. Głównym przesłaniem słowa Bożego na dzisiejszą niedzielę, wedle mojego rozeznania, jest bycie ewangelicznym prostaczkiem. Ze względu na archaiczny sens słowa prostaczek trzeba mu się bliżej przyjrzeć. Można je bowiem potraktować niepoważnie, przynajmniej z przymrużeniem oka, jak traktuje je współczesny świat, często myląc ze słowem „prostak”. To ostatnie oznacza „osobę prymitywną, niewykształconą, niekulturalną, niewrażliwą, rażącą swoim grubiaństwem, wulgarnością” (Popularny Słownik Języka Polskiego. Red. B. Dunaj Warszawa 2001 s. 527). Tymczasem słowo „prostaczek” oznacza coś innego; posiada sens pozytywny, który wyraża osobę prostolinijną, szczerą, uczciwą, życzliwą, może trochę naiwną, ale bardzo prawą. O ile prostaków możemy spotkać na każdym kroku, prostaczkami są zasadniczo te osoby, które przyjmują słowo Chrystusa na serio do swego życia i pozwalają Mu działać.
Co niesie nam prorok Zachariasz mówiąc o przyjściu Boga? Mówi, że Bóg jest królem sprawiedliwym, zwycięskim i pokornym, który jedzie na oślątku oślicy. Ujawnia wprost, że nie jest wyniosły, zarozumiały, odległy i nadęty. Można Go zatem zrozumieć, a przede wszystkim nie trzeba się Go bać. On się staje dla nas prosty, zrozumiały w swej miłości, a Jego darem będzie pokój.
Święty Paweł potwierdza, że żyjąc w przyjaźni z Duchem Bożym, Duchem Chrystusowym człowiek może żyć na wieki. Obumiera swemu egoizmowi, czego szczególnym znakiem są popędy ciała. Duch Boży zamieszkuje w człowieku czyli uzdalnia go do prostodusznego obcowania z Ojcem i Synem.
Gdy Jezus wysławia Ojca za objawienie spraw Bożych „prostaczkom” możemy odetchnąć, że mamy szansę. Jednak to my mamy przyjść ze swoim obciążeniem, by zostać pokrzepionym. Szczególnym przykładem takiej ewangelicznej prostoduszności była św. Maria Goretti, którą w tych dniach wspominamy w liturgii. To cicha i mało znana postać, dlatego pragnę przytoczyć nieco z jej życiorysu.
Kim była? Maria urodziła się w Corinaldo we Włoszech 16 października 1890 r. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Kiedy miała 10 lat, umarł jej ojciec. Marysia pocieszała mamę: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!” Pobożne dziewczę brało często różaniec do rąk, modląc się o spokój duszy ojca. Maria pomagała matce i opiekowała się rodzeństwem.
Dom Gorettich zajmowała także rodzina Serenellich – ojciec z synem. Chłopiec Aleksander Serenelli miał 18 lat, kiedy zapłonął ku Marii przewrotną żądzą. Zaczął ją też coraz mocniej napastować, grożąc jej nawet śmiercią. Unikała go, ale nie mówiła jednak o tym nikomu w rodzinie, by nie pogłębiać przepaści niechęci Serenellich do Gorettich. Dnia 5 lipca 1902 r. rodzina Gorettich i Serenellich była zajęta zbieraniem bobu. Maria została w domu i obserwowała pracowników. Zauważył ją Aleksander. Pod pretekstem, że musi wyjść na chwilę, udał się do domu i siłą wciągnął dziewczę do kuchni, która była przy drzwiach. Usiłował ją zmusić do grzechu. Kiedy zaś Maria stawiła mu gwałtowny opór, rozjuszony wyrostek chwycił nóż i zaczął nim atakować dziewczynę. Szczegóły te podał sam morderca przed sądem. Powracająca z pracy rodzina znalazła Marię już w stanie agonii. Natychmiast odwieziono ją do szpitala, gdzie zaopatrzona świętymi Sakramentami zmarła 6 lipca. Przed śmiercią darowała winę swojemu zabójcy. Lekarze stwierdzili, że miała na ciele 14 ran.
Zbrodnią poruszona była cała okolica. Dziewczę miało królewski pogrzeb. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, setki kapłanów i biskup. Z balkonów i z okien na białą trumienkę padał deszcz róż i innych kwiatów. Zaczęto ją nazywać „świętą Agnieszką XX wieku”. Dzięki staraniom pasjonistów w 1935 r. rozpoczął się proces kanoniczny Marii Goretti. 27 kwietnia 1947 roku Pius XII zaliczył ją uroczyście w poczet błogosławionych, a 24 czerwca 1950 r. tenże papież zaliczył ją do chwały świętych. Zarówno w beatyfikacji, jak i w kanonizacji własnej córki miała szczęście uczestniczyć matka.
W uroczystościach brał także udział zabójca – Aleksander Serenelli, który w czasie 27-letniego pobytu w więzieniu przeżył całkowite nawrócenie. Nie miał wątpliwości, że wiarę zawdzięczał wstawiennictwu Marii. Po wyjściu z więzienia przeprosił matkę Marii, wyznał swoją winę przed cała parafią, a po pewnym czasie został tercjarzem franciszkańskim. Do końca życia pracował jako ogrodnik u kapucynów w Macerata, gdzie zmarł w 1970 roku.
https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/07-05b.php3
Dziękujmy Bogu za powołanie do bycia ewangelicznym prostaczkiem.