Można mieć uszy i nie słyszeć. Można bardziej słyszeć sercem niż uszami…
W dniu śmierci swojego ojca, młody i sprawny rzymski prefekt, Grzegorz odkrywa, iż jego przeznaczeniem nie jest zarządzanie miastem, ale słuchanie Boga. Oddaje
się całkowicie życiu modlitwy. Wedle reguły św. Benedykta w swoim własnym rzymskim domu organizuje nowy klasztor i staje się mnichem. Słucha Boga w słowie Bożym, słucha w drugim człowieku.
+Veni Sancte Spiritus!
Mk 7, 31-37
23 nd zw B
9 września 2018
Bracia i Siostry w Chrystusie!
W miniony poniedziałek wspominaliśmy w liturgii papieża św. Grzegorza Wielkiego (*540 – +604). Historia nadała mu taki przydomek, nie ze względu na wzrost. Jest rok 590, gdy umiera papież, a lud Rzymu jednogłośnie wybiera mnicha Grzegorza, diakona, na następcę św. Piotra. Święcenia biskupie i objęcie urzędu zbiegły się z zarazą, która dziesiątkowała Rzym. Papież Grzegorz nakazał
trzydniową pokutę, modlitwę i post. Zaraza ustąpiła. W ciągu czternastu lat posługi papieskiej ten chorowity i cichy Papież przyczynia się do ewangelizacji Anglosasów, Galów oraz pozyskał dla Kościoła Longobardów. Ujednolica śpiew kościelny (z jego inicjatywy zaczęto tworzyć chorał gregoriański), Mszałowi rzymskiemu nadaje formę, która obowiązuje do dziś; zaprowadza również zwyczaj odprawiania trzydziestu Mszy świętych przez kolejnych trzydzieści dni zwanych gregoriankami. Organizuje pomoc rodzinom jeńców i ludziom ubogim. Pisze i wygłasza bardzo wiele homilii, które stanowią dzisiaj ogromną spuściznę literacką. Co jednak było największe i pierwsze w jego życiu? Modlitwa. Słuchanie Boga.
Źródłem, do którego Grzegorz ciągle powraca jest słuchanie Boga w słowie Pisma Świętego. W osobistej medytacji, wspartej postem. Ubolewa Papież Grzegorz, że zadania biskupie utrudniają mu życie głębokiej, wewnętrznej modlitwy. Mówił: „Niewątpliwie, kiedy byłem w klasztorze, umiałem powściągnąć język od niepotrzebnych słów i niemal bezustannie trwałem na modlitwie. Ale
później, odkąd wziąłem na siebie brzemię troski pasterskiej, rozrywany różnymi sprawami, nie potrafię skupić się należycie”(Z homilii św. Grzegorza Wielkiego, papieża, do Księgi
Ezechiela). Modlitwy i pokory uczy się Papież Grzegorz od biblijnego Hioba, do którego księgi poświęcił aż trzydzieści pięć tomów swoich wykładów. Można mieć uszy i nie słyszeć. Można bardziej słyszeć sercem niż uszami.
O ile Św. Grzegorz Wielki pokazuje szczególną tęsknotę za słowem Boga, które wewnętrznie wzmacnia do uczciwego życia, o tyle dzisiejsza ewangelia przedstawia coś jakby odwrotnego. Oto głuchoniemy, tęskni za słowem człowieka, marzy o nawiązaniu kontaktu z ludźmi przez ruchy warg i sprawne uczy. To naturalne pragnienie. Nie ma w nim nic niewłaściwego. Jezus spełnia
tęsknotę głuchoniemego uzdrawiając go z niemocy. Ogarnia go braterską troską, bierze na bok, narusza bliskość osobistą, gdy wsadza palce w uczy, a śliną języka uzupełnia ten dotyk. Zastanawia nas, czy Jezus nie przesadza z tym zbyt intymnym kontaktem? A Jezus nie przejmuje się ludzkimi opiniami tylko patrzy w niebo, do swego Ojca, wzbudza westchnienie, co jest przywołaniem Ducha
Świętego i rozwiązuje więzy języka, aby – jak napisano – pozwany mógł prawidłowo mówić. Cała Trójca Święta uzdrawia głuchoniemego. Bóg jest jeden w swej troistej miłości Ojca, który stworzył oczy i uszy człowieka, Syna, który je zapragnął uzdrowić i mocy Ducha Świętego, który je uzdrowił.
Dlaczego tak?
Jakie możemy z tej wspaniałej sceny uzdrowienia wyciągnąć wnioski dla naszego życia?
Pewnie wielu z nas różne. Jednak dwa są wspólne: Syn Boży przyszedł otworzyć człowieka na słowo, aby ten mógł słyszeć prawdę, aby dążył do życia prawdą. Drugi, Jezus uzdrawia, aby człowiek mógł prawidłowo mówić. Nie kłamać, nie obmawiać, nie szydzić, nie zwodzić albo kąśliwie oceniać czy niesprawiedliwie osądzać.
Tysiące słów i zdań może poczekać. Bóg i ludzie cenią takiego człowieka, który wie, co mówi, a nie mówi, co wie. Poza tym, jeśli mówimy wiele, ale bez miłości czynimy więcej szkód niż mówiąc mało, ale z miłością. Bo ona jest zawsze wierna prawdzie. Dlatego słuchajmy z miłością, abyśmy umieli mówić z miłością.