Z rozrzewnieniem wspominam moją wychowawczynię ze szkoły podstawowej. Pamiętam, jak wypisywała mi uwagi w dzienniczku za złe zachowanie, aby rodzice wiedzieli, że coś na lekcji zbroiłem. Było mi wstyd, ale wiedziałem, że pani Barbara miała rację. Łobuzowałem nie rozumiejąc dlaczego tak się głupio zachowuję, ale wiedziałem, że upomnienie wychowawczyni i słowa karcenia, które usłyszę od rodziców będą dla mnie ważne. Będą prostowały mi poplątane myśli dziecięcego błędu. Podane z potrzeby i nauczycielskiego obowiązku. Upomnienie było lekarstwem.
+Veni Sancte Spiritus! 23 nd zwykła rok A 6 września 2026
Ez 33,7-9; Ps 95; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Zacząłem mocno osobiście w nawiązaniu do głównego przesłania dzisiejszego słowa Bożego, a jest nim upomnienie. Słowo, które wywołuje dreszcz, bo ma charakter prawny i karny. Źle się kojarzy. Jednak to pojęcie jest kluczowe w procesie wychowania. Bez upomnienia przekroczona granica zła lub głupoty zatraci swoją wyrazistość, człowiek nie będzie nawet wiedział, kiedy jego postawa z poprawnej i właściwej, uczciwej przepoczwarzy się w śmieszną, smutną, zdecydowanie niewłaściwą, a może i żałosną.
Co Bóg mówi nam o upominaniu? Kieruje słowo do proroka Ezechiela o konieczności napominania. Proroka nazywa „stróżem domu Izraela”, ponieważ właśnie on sam przestrzegał Bożych napomnień i miał odwagę iść do „występnego”, aby, w imieniu Boga, powiedzieć mu, że źle robi, że odchodzi z drogi do życia wiecznego. Pojawia się tutaj bardzo ważne pojęcie „odpowiedzialność”. Prorok jest odpowiedzialny nie za czyny „występnego”, ale za uświadamianie „występnemu”, że robi źle. Wybór powrotu na drogę Boga, albo dalszej wędrówki drogą do otchłani należy do „występnego”. Jednak napomnienie, udzielone przez proroka było dla niego sygnałem ostrzegawczym, współczesnym „czerwonym światłem”. Ezechiel pokazuje, że człowiek ostrzegający „występnego” może go uratować, choć nie odbierze mu wolności złego wyboru. Człowiek upominający, w imię Boga, ocali siebie. Prawdziwa wspólnota kieruje się zasadami zdrowego napomnienia czy upomnienia. Ono jest fundamentem odpowiedzialności.
Chrześcijanie w Rzymie, ku którym swój list skierował św. Paweł, wiedzieli czym jest odpowiedzialność zbiorowa. Doświadczali właśnie prześladowań zbrodniczego cesarza Nerona. Św. Paweł mówi im jednak o odpowiedzialności osobistej, która wynika z miłości, jako doskonałego wypełnienia prawa. „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”(Rz 13,8). Te słowa poruszają mnie, bo ukazują istotę sprawiedliwości – miłość, którą jesteśmy dłużni i którą bliźni nam jest dłużny. Dar za dar. Dar, bo wszyscy ludzie są przez Boga do dawania powołani.
Czy upomnienie jest potrzebą czy koniecznością? Jezus mówi nam, iż upomnienie jest znakiem miłości do bliźniego. Świat przedstawia upominanie jako wtrącanie się w cudze sprawy czy zagrażanie indywidualizmowi. Pod hasłem tolerancji ludzie promują zgorszenie jak np. bezwstyd w strojach, czy słowach. Tolerancja czyli pewna atrapa wartości moralnych ma być takim zniechęcaczem do napominania tam, gdzie to konieczne. Ideologa tolerancji sprowadza się do moralnego szantażu zgody na zło. Dlatego ludzie wolą zamilknąć. Jezus mówi inaczej: „Upomnij brata w cztery oczy”. Jest szansa, że go „pozyskasz”. Jeśli to nie zadziała, idź do niego z innymi ludźmi. Stopniowanie upomnienia jest ewangelicznym kluczem do przemiany, bo upomnienie to także jedno z imion miłości. Rzadko to imię stosujemy. Kto cię napomniał? Komu ty udzielił braterskiego napomnienia?