Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy

 

 

Nie ma najmniejszego znaczenia kto wejdzie pierwszy, a kto ostatni do samolotu, gdy następuje etap przyjęcia pasażerów. Również forma wejścia na pokład statku powietrznego nie stanowi o ważności osób; wszystkie wejdą przez potężne schody na kołach albo przez termiczną osłonę zwaną rękawem. Istotne są dwie rzeczy: pierwsza, aby wejść, a druga, aby to był ten samolot, czyli lecący do wybranego przez nas celu podróży.

+Veni Sancte Spiritus!                                    25 nd zwykła rok A                 20 września 2026

Iz 55,6-9; Ps 145; Flp 1,20c-24.27a; Mt 20,1-16a

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Jako chrześcijanie podróżujemy przez czas i przestrzeń do nieba. Ziemia obiecana naszego życia to nie księżyc, Mars, Wenus czy Merkury, nie obca planeta, ale życie wieczne z Bogiem w Jego królestwie. Dlatego tak ważne, aby tę podróż do nieba przeżywać na warunkach, jakie przedstawia nam przewodnik. Jemu ufamy, i to właściwie jest warunek wstępny – zaufanie do przewodnika. Naszym przewodnikiem jest sam Stwórca i Pomysłodawca nieba, nie tyle właściciel, co nieskończony Pan. On posyła swoje słowo, prorocy przekazuję je z mocą. W pewnym momencie historii zbawienia to słowo staje się Słowem Wcielonym, Jezusem z Nazaretu, prawdziwym człowiekiem. Nikt bardziej właściwie nie wskaże nam drogi do nieba niż Jezus.

Dzisiejsze słowo pokazuje, że Bóg miłuje człowieka nieprzerwanie, mimo ludzkiego grzechu, od chwili poczęcia aż po wieczność. Nie aż po śmierć. Bóg daje szansę nawrócenia człowiekowi, który w swej wolności pobłądził grzechem pierworodnym i grzechem uczynkowym. Bóg się człowiekiem nie nudzi, chce go uratować przed potępieniem wiecznym do ostatniej chwili ziemskiego życia. Prorok Izajasz mówi, że inicjatywa należy do Boga, ale odpowiedź należy do człowieka: „Szukajcie Boga, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go dopóki jest blisko!”(Iz 55, 6). Bóg jest tuż obok mnie, grzesznika powołanego do świętości. Co robię, aby dostrzec delikatne znaki Jego czułości? Jak staram się Go codziennie szukać?

Słowo Boże mówi o konkretnej bliskości Boga, która stała się tak rzeczywista, że z przedwieczności Syna Bożego wstępuje w historię zbawienia i uobecnia się w prawdziwym Człowieku – Jezusie z Nazaretu, synu Mary Dziewicy. On oddał za nas życie i powstał z martwych. Św. Paweł pisze Filipianom, że ten Jezus, którego na początku nienawidził i zwalczał Jego wyznawców, dzisiaj stał się dla niego najważniejszą osobą życia. Dla Jezusa Paweł, świadom nieskończonej miłości Boga, chce żyć, aby głosić miłosierdzie Boże. Za Nim – Jezusem – św. Paweł tęskni i chciałby już być z nim w niebie. Pisze dramatycznie Apostoł Narodów: „Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze; pozostawać zaś w ciele – to bardziej konieczne ze względu na was”(Flp 1,24).

Ewangelia o robotnikach w winnicy zatrzymuje naszą uwagę na różnicy między sprawiedliwością Bożą a naszą. „Otrzymali po denarze”. Swoją miarą nigdy nie dalibyśmy takiej samej wypłaty ludziom, żyjącym miłością oraz takim którzy nawrócili się u samego kresu swego życia. A jednak, Bóg potrafi zbawić Błogosławione dzieci z rodziny Ulmów (Staś, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia oraz dziecko najmłodsze, nienarodzone jeszcze w chwili śmierci), a równocześnie nie odmawia szansy nawrócenia do ostatka ziemskiego życia takim zbrodniarzom jak Stalin, Ma Tse Tung, Hitler, Pol Pot czy inni… Po ludzku, wydaje nam się to nie do przyjęcia. Ale, jak głosi dzisiaj Izajasz: „Myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami -mówi Pan”. Chodzi ostatecznie o łaskę Bożą, chodzi o radość Ojca syna marnotrawnego. Jak jest ze mną? Jak z Tobą? Na ile potrafisz cieszyć się swoją wiarą i cieszyć z nawrócenia grzeszników?

Dodaj komentarz