Minęła 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Wtedy zapewne w sercach naszych rodaków dudniły pragnienia wolności, godności, szacunku dla Polski, świeżo odzyskanej niepodległości. Jak co roku niektórzy stawiają pytanie o sens Powstania. Ktoś napisał w mediach społecznościowych: Nie mamy prawa podważać i zadawać pytań: czy warto było? Czy dobrze zrobili? Tak poczuli. My dziś nie założymy ich butów, by poznać rytm ich życia. Pamiętajmy i szanujmy!
+Veni Sancte Spiritus! 18 nd zwykła rok A 2 sierpnia 2026
Iz 55,1-3; Rz 8,35.37-39; Mt 14,13-21
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Jesteśmy w letniej szkole Jezusa, w której uczy nas o Królestwie Bożym. Po lekcjach ewangelijnych o ziarnie, o pszenicy i chwaście, o skarbie w roli i o kupcu – poszukiwaczu pereł dzisiaj Jezus robi nam długa przerwę. Zaprasza nas na praktyczne ćwiczenia naszej wiary.
Na początku pewne spostrzeżenia co do elementarnych ludzkich potrzeb umysłowych i zmysłowych. Głowa potrzebuje myśli. Gdy rozum odkrywa prawdę, syci się nią i szuka jeszcze więcej. Wola potrzebuje decyzji. Intelektualna i wolitywna strona życia człowieka nie wystarczy do jego rozwoju. Wcześniej człowiek uruchamia swe zmysły: oczy potrzebują światła, uszy dźwięków, nos zapachu, ręce dotyku, a podniebienie smaku. Niezależnie od jakości tego ostatniego, żołądek apeluje głodem, by został napełniony. Tak w skrócie „działa” człowiek, czego osobiście doświadczył Jezus i co przyszedł odnowić przez swoje życie i zbawczą śmierć, a potem przez powstanie z martwych.
Słońce nad Jeziorem Galilejskim odbywa swoją codzienną drogę. Ludzie jakby w innym wymiarze, prawie wszyscy wsłuchani w Jezusa, bo to, co On opowiada spokojnym i donośnym głosem koi ich serca. Słyszą, że są kochani przez Ojca, którego nie widać, ale który dał im życie i który ich przyjmie, gdy to życie się zakończy. Słońce zachodzi, ale przyziemne potrzeby przebijają się przez emocjonalne pragnienia.
O spragnionych mówi nam dzisiaj prorok Izajasz swoim słowem Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie choć nie macie pieniędzy! Ilekroć czytam ten tekst przechodzą mnie dreszcze… Czy można genialniej wyrazić czułość Boga wobec swojego stworzenia? Pewnie można, ale sposób w jaki wyraził to prorok Izajasz jest zdumiewająco prosty. Przecież każdy człowiek koniecznie potrzebuje wody. Nie każdy ma do niej dostęp. Bóg jest jak woda powszechnie dostępna. Dla każdego, zawsze i w wystarczającej ilości. Bóg nasyca pragnienia bezpieczeństwa, pokoju, wolności, szacunku. Jego miłość jest wodą naszego życia.
Św. Paweł mówi o granicach „odwodnienia”. Apostoł pyta o sprawy, rzeczy i ludzi, którzy zwykle są przeszkodą do nasycenia się miłością Boga. Są odwróconymi kierunkowskazami szczęścia. Są naszym nieszczęściem. Ale miłość Boga w Chrystusie jest jak niewyczerpany ocean. I nie jest to akwen słonej wody, ale takiej, która przynosi ulgę i uspokojenie.
Oczy Jezusa wypatrzyły zakłopotanie Apostołów i zmęczenie większości Jego słuchaczy. Skoro umysł i serce chłonęły Dobrą Nowinę o Bogu, teraz przyszedł czas na nasycenie i napojenie ciała. Zauważmy jak działa Zbawiciel; najpierw zwraca się do Apostołów, aby zorientowali się jakimi środkami spożywczymi dysponują. Następnie bierze ryby oraz chleb, błogosławi, łamie i przekazuje uczniom, by rozdawali tłumom. Jezus rozdaje i rozdaje, końca nie widać. Ale gdy przychodzi informacja zwrotna, że już ludzie nasyceni, Jezus prosi, by zebrać pozostałości do koszów. Tak więc Jezus współpracuje z Apostołami czyniąc cud rozmnożenia. Jezus pragnie, by nie zapamiętano Go jako uniwersalnego piekarza i rybaka, ale jako Tego, kto nasyca serce i jest w stanie nasycić ciało. Warto dzisiaj zobaczyć, że Królestwo Boże staje się pośród nas, gdy najpierw dbamy o serce, a potem o ciało.