Dnia 5 czerwca 1968 roku we Wrocławiu komuniści, czyli formalni ateiści odsłonili pomnik papieża Jana XXIII. Granitowy obelisk wysokości 5,2 m przedstawia osobę 261 następcy św. Piotra na Stolicy Piotrowej, Angelo Giuseppe Roncalli, z wystawioną poziomo ręką jakby do błogosławieństwa. Na cokole wykuty jest tytuł drugiej encykliki Papieża pt. PACEM IN TERRIS, czyli POKÓJ NA ZIEMI. Ateistyczni i antykościelni ówcześni władcy Polski ufundowali i postawili pomnik Przewodnikowi Kościoła katolickiego fałszywie interpretując jego słowa, które wypowiedział 8 grudnia 1962 roku na zamknięcie pierwszej sesji Soboru Watykańskiego II. Papież wyraził się wówczas do biskupów polskich o Ziemiach Zachodnich po wiekach odzyskanych. Komuniści ateiści uznali to za gest polityczny Papieża, który rzekomo miał uznać w ten sposób prawa Polski do Wrocławia i całych tzw. Ziem zachodnich odzyskanych po stuleciach.
+Veni Sancte Spiritus! 20 nd zw C 17 sierpnia 2025
Jr 38,4-6.8-10;Ps 40; Hbr 12,1-4; Łk 12,49-53
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Żadną miarą komunistyczni przywódcy ówczesnego państwa polskiego PRL nie byli zainteresowani szerzeniem dojrzałego prawdą i sprawiedliwością pokoju między ludźmi. Dość powiedzieć, że dwa miesiące później tj. nocą z 20 na 21 sierpnia 1968 r. ludowe wojsko polskie wraz z wojskami sowieckimi najechało na sąsiednią Czechosłowację, by zniszczyć wolnościowe i demokratyczne przemiany narodu czeskiego i słowackiego (zginęło wówczas ponad 100 osób w Czechach). Jakże przewrotnie można rozumieć pojęcie „pokoju na ziemi”!
Tęskni za pokojem każde ludzkie serce. Nie ma człowieka, który nie chciałby żyć w zgodzie z samym sobą i z ludźmi. Nie ma na świecie miejsca, w którym ludzie chcieliby wojny. A jednak grzech sprowadza na nas niepokój, gniew, wrogość aż po wojnę. Mamy świadomość różnorakich niepokojów i podziałów.
Słowo Boże mówi o pokoju oraz o ogniu. Wszystko zaczyna się od kłamstwa. Oto Jeremiasz nawołuje swych rodaków do nawrócenia do Boga. Żydzi jednak wolą udawać, że są silni i bezpieczni, gdy poprzez bezbożne życie zabrakło im Bożego błogosławieństwa. Znakiem tego jest oblężenie Jerozolimy przez Babilończyków. Jeremiasz mówi, aby się poddać i pertraktować, Żydzi nie chcą, wrzucają proroka do zamulonej cysterny. Wkrótce Jerozolima spłynie krwią.
Tymczasem jesteśmy dzisiaj świadkami pewnego ewangelicznego paradoksu: Jezus nie mówi o sobie, że przynosi innym na ziemi pokój, ale przeciwnie – ogień, a zatem coś dynamicznie przeciwnego. Przywykliśmy widzieć Jezusa jako Tego, który czyni pokój przez mówienie o miłości Ojca, przez uzdrawianie i wypędzanie złych duchów. A teraz takie Jego słowo o sobie samym? Przecież On sam mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. „Ogień Jezusa na ziemi” to prawda, która domaga się przyjęcia. To wezwanie do nawrócenia, którego nie można zbywać. To jednoznaczne napomnienie, by w imię miłości Boga zmieniać swe obyczaje i kierować się miłością do drugiego człowieka. Jeśli nie można inaczej chrześcijanin musi wołać, że aborcja to nie zabieg, tylko zabicie poczętego dziecka. Że in vitro to nie uzdrowienie z płodności tylko doraźne zaspokojenie pragnienia rodziców do bycia rodzicami. Że Polska ma chrześcijańskie korzenie w małżeństwie i rodzinie, a rozwód jest wykorzenieniem. Tylko takie „rozdwojenie”, choć boli, prowadzi do uzdrowienia.