Strzeżcie się wszelkiej chciwości

Na wykładzie historii filozofii ŚP. Ks. prof. Aleksander Usowicz CM przedłożył nam łacińską sentencję greckiego filozofa: OMNIA MEA MECUM PORTO, czyli „Wszystko, co mam, niosę ze sobą”. Na długo przed Ewangelią o Jezusie, Synu Bożym, na greckiej ziemi wybrzmiewają słowa, które wskazują na prawdę, dostępną i wspólną wszystkim ludziom: wartość masz w sobie, nie w rzeczach.

+Veni Sancte Spiritus!                                                            18 nd zw C 3 sierpnia 2025

Koh 1,2;2,21-23; Ps 90; Kol 3,1-5.9-11; Łk 12,13-21

Bracia i Siostry w Chrystusie!

W antycznej Grecji niektórzy filozofowie mówili krótko, ale zwięźle o tym, co ma wartość i znaczenie. Takim był właśnie wypowiadacz zdania Omnia mea mecum porto, który nazywał się Bias z Prieny. I choć niewiele więcej o nim wiadomo (poza tym, że należał do tzw. siedmiu mędrców greckich), cytowanym wyżej zdaniem ten joński filozof wpisał się trwale w historię ludzkiej myśli. Wszystko, co mamy niesiemy w sobie. Nawet nie na sobie czy ze sobą. Ale w sobie. Bo praktycznie wszystko, co ma stałą, nieutracalną wartość ma charakter duchowy, wiąże się z pracą ludzkiego umysłu i woli. Mogą ci odebrać dom, ziemię, samochód, smartfon, kartę płatniczą. Nie stracisz nic, choć będzie to przykre. Mogą ci odebrać ubranie. Nie stracisz nic, choć będzie to bardzo upokarzające, ale godność zachowasz w sobie. Mogą ci odebrać zdrowie, stracisz bardzo wiele, ale nie swoją duszę. Człowiek jest wartością przez to, że jest osobą, a nie przez to, co posiada. Inny człowiek spoza kultury chrześcijańskiej – Mohandas Gandhi – wyraził to, interesująco: „Jeśli boisz się stracić to, co posiadasz, to znaczy, że to coś posiada ciebie”.

Jezus mówi nam dzisiaj o prawdziwej wolności, która jest zawsze ukierunkowana na życie wieczne, na nadzieję życia z Bogiem w niebie. To dla nas trudne, gdyż codziennie jesteśmy zalewani reklamami, które na różne sposoby tłumaczą nam jak nasze życie doczesne może być szczęśliwsze. Dlatego tak ważny jest w reklamie uśmiech, zadowolenie, ładne barwy i dźwięki. Tymczasem wolność nie polega na poddaniu się emocjom wzbudzonym przez tę czy inną reklamę, ale na rozumnym myśleniu o przyszłości w perspektywie życia wiecznego oraz na wyborze większego dobra, a takim na pewno jest wola Boga.

Jezus mówi nam dzisiaj o wolności roztropnej, wolności która jest zbratana z rozsądkiem. Dzięki takiej wolności osadzonej w rozsądku człowiek, pomny swoich ograniczeń nie rozzuchwala się potęgą swego majątku. Człowiek ewangeliczny ma świadomość swej przemijalności i kruchości. Dlatego nie buduje „większych spichlerzy” myśląc butnie o swoich zasobach, lecz potrafi mierzyć siebie miarą pokory i zdrowego rozsądku. Do tych postaw koniecznie musi dołączyć święty umiar, aby rozsądnie przeżywana wolność zachowała z jednej strony stałą siłę rozwoju, a z drugiej strony umiejętność wyhamowania przed popadnięciem w obłęd konsumpcji.

Spójrzmy na nasze życie. Jakie są moje skarby? Czy ludzie i relacje z nimi są tymi skarbami? Warto dzisiaj postawić sobie pytania przed Bogiem: na ile potrafię zachować wolność w korzystaniu z dóbr materialnych? Dla kogo lub na co poświęcam najwięcej czasu i wysiłku? Czasu nie zamknę w spichlerzu. Na ile staram się przeżywać mój czas jak dar dla drugiego, na ile wzbudzam w nim intencję miłości do tego konkretnego, bliskiego człowieka?

Dodaj komentarz