Za życia otrzymałeś swoje dobra

 

Dzień 25 stycznia 1617 r. okazał się przełomowy w życiu św. Wincentego a Paulo, francuskiego kapłana. Tamtego dnia Kościół wspominał w liturgii nawrócenie św. Pawła. Co się stało? Wincenty zostaje wezwany do chorego, cieszącego się opinią porządnego i szanowanego człowieka. Na łożu śmierci ten człowiek wyznaje Wincentemu, że jego życie całkowicie rozminęło się z prawdą, że ciągle udawał kogoś innego niż był w rzeczywistości. Wincenty przeżywa wstrząs; zaczyna rozumieć, że Bóg pozwala się dotknąć w ubogich, w nich potwierdza swoją obecność. Odtąd Wincenty zaczyna gorliwie służyć ubogim i pokrzywdzonym. Składa Bogu ślub poświęcenia się ubogim. Gromadzi wokół siebie kilku kapłanów, którzy w sposób bardzo prosty i dostępny głoszą ubogim Słowo Boże. W ten sposób w 1625 r. powstało Zgromadzenie Księży Misjonarzy – lazarystów (por https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/09-27.php3).

+Veni Sancte Spiritus!                                                            26 nd zw C 28 września 2025

Am 6,1a.4-7; Ps 146; 1 Tm 6,11-16; Łk 16,19-31

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Kiedy ludzie przychodzili pytać ks. Wincentego jak się modlić, jak kochać, jak żyć, on zwykle odpowiadał: „Pamiętaj na Jezusa!” Prosili o dopowiedzenie, o wyjaśnienie jak to rozumieć. Mistrz Wincenty w prostocie mówił, aby patrzeć na krzyż, pamiętając, że Jezusa już na krzyżu nie ma, że szukać Go należy obok siebie, aby Go pocieszyć, nakarmić, napoić, spotkać i przytulić w drugim człowieku, zwłaszcza tym, który cierpi albo jest w potrzebie. Św. Wincenty utrwali tę myśl, gdy zapisze w swych duchowych konferencjach: „Jeśliby więc w czasie modlitwy należało podać lekarstwo albo udzielić innej pomocy potrzebującemu, idźcie z całym spokojem, ofiarując Bogu wykonywaną czynność, jak gdyby trwając na modlitwie. Nie potrzebujecie się niepokoić w duchu ani wyrzucać sobie grzechu z powodu opuszczenia modlitwy ze względu na spełnioną wobec potrzebującego posługę. Nie zaniedbuje się Boga, kiedy się Go opuszcza ze względu na Niego samego, to jest kiedy się opuszcza jedno dzieło Boga, aby wykonać inne”.

Słowo Boże prowadzi nas do podstaw miłości. Wychowuje na Bóg przypominając przez Amosa, proroka z ósmego wieku przed Chrystusem, że miłość nie polega na pławieniu się w dostatku i bogactwie przy równoczesnej obojętności na „upadek domu Józefa”. Amos wskazuje, że dramat narodu żydowskiego polega na doraźnym używaniu życia przez żydowskich bogaczy, gdy pławią się w luksusie, przy obojętności na ubogich Żydów, którzy głodują i cierpią niedostatek.

Miłość zaczyna się od wrażliwości na potrzeby drugiego, zwłaszcza cierpiącego człowieka. Wiedział o tym św. Paweł. Gdy pisze Tymoteuszowi, aby ten „podążał za sprawiedliwością” i skutecznie pomagał ludziom cierpiącym i potrzebującym.

Słyszymy po raz kolejny przypowieść o żebraku Łazarzu i bezimiennym bogaczu; Łazarz nie jest jakaś postacią znaną ze swej dobroci czy uczciwości, ale swoje cierpienie i rany znosi na tyle godnie i bez narzekania, że po śmierci znalazł się w niebie. Bogacz – przeciwnie, całkiem zobojętniał na chorych i cierpiących, którzy byli blisko jego pałacu, a sam zatracił się w codziennej konsumpcji swego majątku. Miłość zmarnowana, życie przegrane zaczyna się od obojętności. Materializm i pogoń za wygodnym życiem może zabić we mnie wrażliwość na drugiego człowieka. Trzeba sobie postawić pytanie: ile jest we mnie Łazarza, a ile bogacza?

Dodaj komentarz