Padł na twarz u nóg Jego i dziękował Mu

 

Może się powtarzam, ale kiedy widzę ludzi uwolnionych od cierpienia dzięki pomocy innych osób, wtedy staram się rozeznać jak się zachowają względem swych dobroczyńców. Czy będą umieli podziękować, czy zachowają obojętność, jakby im się wszystko należało? Pamiętacie znakomicie, że rok po kanonizacji naszej św. Jadwigi Królowej, wielu z nas jechało w pielgrzymce do Rzymu, aby dziękować Janowi Pawłowi II za ten skarb. Jeden szacowny krakowski proboszcz powiedział przed wyjazdem swoich parafian – pielgrzymów: „Pamiętajcie, że prawdziwe chrześcijaństwo zaczyna się za bramą z napisem WDZIĘCZNOŚĆ”.

+Veni Sancte Spiritus!                                                            28 nd zw C 12 października 2025

2 Krl 5,14-17; Ps 98; 2 Tm 2,8-13; Łk 17,11-19

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Powyższe zdanie nie jest dogmatem. Ale dla mnie stało się bardzo wyraźnym drogowskazem człowieczeństwa. Zrozumiałem, że aby być dojrzałym człowiekiem powinienem umieć dziękować i jasno wyrażać moje dziękczynienie dobroczyńcom. Nie chodzi o sprawy absolutnie oczywiste jak prezenty czy ofiary, a zatem sprawy materialne; nie chodzi o sprawy mniej czytelne, jak ludzkie zainteresowanie w moich trudnościach czy zastępstwo w pracy, gdy zdrowie odmawia posłuszeństwa. Chodzi o sytuacje, w których ktoś nie musiał, nie był zobowiązany pokrewieństwem czy koleżeństwem, a pomógł dając siebie bezinteresownie.

Syryjczyk Naaman pierwotnie uniósł się honorem, że oto jakiś żydowski mąż Boży Elizeusz nakazuje mu się zanurzyć w rzece Jordan; ale kiedy ostatecznie to wykonał trąd go opuścił. Wtedy uznał, że Bóg Elizeusza godzien jest pokłonu i zawierzenia, a prorok materialnej wdzięczności.

Św. Paweł pisze uczniowi Tymoteuszowi, żeby pamiętał na zmartwychwstanie Jezusa, które jest źródłem wiary. Następstwem wiary w Zmartwychwstałego jest praca nad cierpliwością wobec trudów i ludzkiej niechęci, aby kiedyś z innymi być królewiczem w niebie.

Dziesięciu trędowatych zostało przez Jezusa uzdrowionych z trądu, gdy głośno błagali Go o uzdrowienie. Zauważmy, że Jezus nie mówi im: „Bądźcie uzdrowieni”, ale „Idźcie, pokażcie się kapłanom”, bo prawo nakazywało uzdrowionym z trądu stawić się w świątyni przed komisją kapłanów potwierdzających fakt uzdrowienia. Wtedy uzdrowieni odzyskiwali prawa społeczne i wracali do życia we wspólnocie. Co zatem dziwnego się dzieje? Przecież trędowaci spełniają słowo Jezusa, idą w kierunku Jerozolimy i nagle doświadczają uzdrowienia. Co dalej? Entuzjazm, radość z uzdrowienia, okrzyki zachwytu i wielkiego zadowolenia! Ale brak prostej refleksji, że to od Boga przez Jezusa Nazarejczyka, którego słowo okazało się pełne mocy. Tylko jeden wrócił. I to obcy tj. człowiek innej narodowości niż Jezus – Samarytanin. Upadł przed Jezusem i oddał chwałę Bogu. Reszta oczadzona emocjami uznała, że nie warto. Jezus mówi do Samarytanina: Twoja wiara cię uzdrowiła. To smutne: brak wdzięczności leży u podstaw braku wiary.

Dzisiaj po raz kolejny cieszymy się świętością Jana Pawła II patrząc na dalekosiężne efekty jego pontyfikatu w postaci Fundacji Nowego Tysiąclecia. To piękne i dobre dzieło. Za co konkretnie jestem wdzięczny Janowi Pawłowi II w moim życiu?

Dodaj komentarz