Co takiego miał w sobie młodzieniec z Turynu, Pier Giorgio Frassati, którego ojciec i matka praktycznie się nie modlili i pokładali ufność w pieniądzu, a on dzisiaj zostaje ogłoszony świętym? Co takiego miał w sobie innych Włoch, żyjący blisko wiek później, Carlo Acutis, którego rodzice również nie pokładali nadziei w Bogu, a on – podobnie jak Pier Giorgio – dzisiaj będzie ogłoszony świętym Kościoła katolickiego?
+Veni Sancte Spiritus! 23 nd zw C 7 września 2025
Mdr 9,13-18; Ps 90; Flm 9b-10.12-17; Łk 14,25-33
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Dzisiaj w Rzymie Ojciec Święty Leon XIV ogłosi świętymi dwóch Włochów, których dzielił prawie wiek w historii powszechnej, ale łączył wiek rozumiany jako krótkość życia doczesnego i wielka dojrzałość. Pragnę przedstawić nieco jedynie pierwszego z nich Pier Georgia, bo czekał na kanonizację blisko sto lat (Carlo może poczekać na kolejną okazję do homilii).
Kim był Pier Giorgio i dlaczego został świętym? Niech poniższych kilka faktów wyjaśni tajemnicę serca tego włoskiego młodzieńca. Posłużę się niebanalnym ujęciem życiorysu Pier Giorgia znalezionym w internecie: „Urodził się w Wielką Sobotę 6 kwietnia 1901 roku w Turynie. Od najmłodszych lat odznaczał się ogromną sprawiedliwością, duchową dojrzałością, a także wrażliwością skierowaną przede wszystkim ku ludziom biednym i poniżanym. Jego ojciec był ateizującym liberałem, natomiast matka katoliczką traktującą formalistycznie swoje religijne obowiązki. Wraz ze swoją młodszą siostrą – Lucianą, wychowywany był w atmosferze porządku i dyscypliny, co pomogło mu w stawianiu sobie wysokich wymagań, a przede wszystkim w pracy nad sobą. W domu nazywali go DoDo. Gdy miał cztery lata, do jego domu zadzwoniła żebraczka z bosym dzieckiem na ręku. Dorosłych nie było w pobliżu, więc Dodo otworzył drzwi i gdy zobaczył potrzebującą kobietę, szybko ściągnął buciki i skarpetki i oddał ubogiej matce.
Studiował na Politechnice, gdzie szanowano go za uczynność, pracowitość, życzliwość. Jego pasją była alpinistyka; organizował wyprawy na alpejskie szlaki, gdzie mógł kontemplować wielkość Stwórcy, dzięki czemu jeszcze mocniej zbliżał się do Boga. Nie wstydził się swojej wiary i często zapraszał swoich znajomych do udziału w nabożeństwach kościelnych, adoracjach, procesjach. Czymś szalenie istotnym w jego życiu była Eucharystia, podczas której mógł przyjmować Komunię. Zgodnie z panującym wtedy zwyczajem postu do momentu przyjęcia Komunii Świętej, Pier często nic nie jadł aż do południa, kiedy dane mu było uczestniczyć w Eucharystii. Posiadał stale rozwijany dar modlitwy. Pomagał ubogim i potrzebującym. Jego miłość do drugiego człowieka była tak wielka, że nie bał się przebywać z ludźmi chorymi na zaraźliwe i śmiertelne choroby, Sam podawał im lekarstwa, robił im zastrzyki i obmywał ich. Zaraził się na chorobę Heinego Medina i zmarł mając zaledwie 24 lata (04.07.1925 r.). Beatyfikowany został 20.05.1990 roku. https://lodz.dominikanie.pl/bl-pier-giorgio-frassati/
Jezus mówi dzisiaj: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem”. Nie chodzi o nienawiść, ale o przecenianie swego życia doczesnego ponad wieczne. Nie chodzi o pogardę dla istnienia innych. Przeciwnie o taką miłość do Jezusa, jakiej dał świadectwo Pier Giorgio.