Przyznam, że nie spotkałem człowieka który by mi wprost powiedział: „Nie wierzę w Boga”. Tym bardziej nie spotkałem człowieka, który by powiedział, że nigdy nie chciał być szczęśliwy. Dlaczego takie dwa zestawienia: Bóg i szczęście? Pewnie dlatego, że mimo różnych religii i wyznań wszystkie szukają odpowiedzi na pytanie o szczęście właśnie w istocie boskiej, która przekracza nasz rozum, nasze ciało, naszą śmierć.
+Veni Sancte Spiritus! 29 nd zw C 19 października 2025
Wj 17,8-13; Ps 121; 2 Tm 3,14-4,2; Łk 18,1-8
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Kto jest mądry i wie, że sam sobie nie jest w stanie zapewnić trwałego szczęścia, szuka go poza sobą. Im jesteś młodszy i bardziej kochany przez swych rodziców, tym lepiej. Przecież kochający rodzice dość pokażą ci jak masz dotykać ręką ramion, a potem razem złożyć dłonie, by rozpocząć jakąś dziwną gimnastykę, która nie rozwija ciała, ale łączy się pewnym wierszykami rano i wieczór, które mają rozwijać dusze. Pacierz ranny i wieczorny – nim zostaną tak nazwane – stają się codziennym rytuałem znacznie wcześniej niż dziecko rozumie, o co w tym chodzi. Dziecko przyjmuje do wiadomości, że rodzice, brat i siostra mówią do jakiegoś Pana Boga, którego nie widać, który nas kocha i którego zobaczymy w niebie. Gdy zatem pada w domu hasło „modlitwa” wiesz już po pewnym czasie co masz robić, a czego ci wtedy robić nie wolno. Z czasem zaczynasz coraz więcej wiedzieć o Bogu Ojcu, Panu Jezusie, Duchu Świętym i Matce Bożej, o aniele stróżu, o niebie i piekle, oraz że trzeba być grzecznym, by kiedyś trafić do pierwszej z tych dwu ostatnich rzeczywistości.
Mojżesz uczył Żydów praktycznej modlitwy, gdy stanęli w Refidim do walki z Amalekitami. Gdy doszło do bitwy Mojżesz wiedział, że żołnierze będę o tyle mieli przewagę, o ile on – wódz duchowy- będzie zawierzał ich Bogu trzymając wzniesione ręce w geście wstawienniczym. Mojżesz wiedział, że tylko Bóg jako Pan życia i śmierci może udzielić faktycznego zwycięstwa Żydom. Wzniesione ręce na zawsze staną się znakiem ufnej łączności stworzenia ze Stwórcą.
Wytrwałość modlitwy jest jedną z najważniejszych cech stawania przed Bogiem. Mówi dzisiaj o tym Zbawiciel przedstawiając obraz uporczywej, nieustępliwej wdowy, która narzucała się nieuczciwemu sędziemu, by wziął ją w obronę. Z nędzą naszych grzechów, jakże często powtarzanych na nowo, jesteśmy jeszcze bardziej biedni duchowo i emocjonalnie niż wdowa z ewangelii; jak wiemy, pozycja społeczna wdów w Izraelu była opłakana; wdowa, o ile nie miała syna czy córki mogła znaleźć się w bardzo złym położeniu społecznym, bo nie miała żadnego społecznego oparcia; po utracie męża mogła liczyć tylko na żebry albo na dobrą wolę syna i synowej czy córki z zięciem. Jezus pokazuje, że Bóg Ojciec słucha nas ze zdecydowanie większym zainteresowaniem niż sędzia wdowy, bo jesteśmy jego dziećmi. Nie jesteśmy mu obojętni. Jezus uczy, że modlitwa ma się nieustannie rozwijać, nie chodzi o wieczne duchowe gadulstwo, ale o świadomość życia w przyjaźni z Duchem Świętym, który w nas mieszka od chrztu.
Dzisiaj Ojciec Święty Leon XIV ogłosi świętym Bartłomieja Longo, Włocha, który dosłownie był satanistą, nawrócił się i stał się gorącym czcicielem Bogurodzicy Dziewicy Maryi, szczególnie przez modlitewny oręż Różańca świętego. Wybudował sanktuarium w Pompejach oraz sierocińce. Bartolomeo modlitwę wytrwałą łączył z czynnym miłosierdziem. Tylko taka działa…