Przyprowadzili oślicę i źrebię…a On usiadł na nich

 

Dlaczego on budzi taką sympatię? Dlaczego te długie, sterczące uszy, spora głowa, cienki ogon z kitą na końcu, cieszą nas, a nie odstraszają? Kiedy dowiadujemy się, że jest odporny na brak wody oraz nie stawia wymagań co do jedzenia, lubimy go coraz bardziej. Gdy Pismo Święte mówi nam, że to właśnie OSIOŁ wprowadził na swoim grzbiecie Jezusa do Jerozolimy możemy postawić pytanie: dlaczego w kolędach jest tyle słusznych wskazań na woła i osła z Betlejem, a w pieśniach pasyjnych jakoś całkiem zabrakło osła z Niedzieli Palmowej?

+Veni Sancte Spiritus! 6 nd WP 2 kwietnia 2023 Niedziela Palmowa

Iz 50,4-7; Ps 22; Flp 2,6-11; Mt 21,1-11

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Zwierzęcy bohater „drugiego planu”, udomowiony konik przyczynił się do zamknięcia historii zbawienia. Które to spotkanie Jezusa z osiołkiem? Pierwsze – biblijnie potwierdzone – dotyczy betlejemskiej groty. Kiedy później osioł przyczynił się do przemieszczania się Zbawiciela po Palestynie? Pewnie wtedy, kiedy roztropny i czujny Józef po ostrzegawczym śnie anioła obudził Dziecię i Matkę Jego i jeszcze nocą rozpoczęli ucieczkę do Egiptu. Być może pierwsza podróż Jezusa na osiołku miała miejsce jeszcze przed narodzeniem, gdy Maryja wybrała się do swej krewnej, Elżbiety. Trudno bowiem wyobrazić sobie, aby młoda, ale brzemienna Kobieta tylko na piechotę wędrowała sama na znaczną odległość ponad 120 kilometrów. To jednak domysły. Fakt jest taki, że w Jerozolimie, gdy Zbawiciel z Apostołami przybyli na Święto Paschy, Galilejczyk jechał wierzchem na ośle. Nie pomogło to „dobremu imieniu” tego poczciwego koniowatego ssaka. Napisano, że w symbolice chrześcijańskiej osioł może być symbolem rozpusty, ale też skromności i pokory. Z kolei w naszej polskiej kulturze osłu nadano zasadniczo trzy znaczenia: po pierwsze, osioł oznacza głupotę (mówimy czasem osioł skończony), po drugie, upór (mówimy uparty jak osioł), po trzecie, pracowitość (niekiedy określamy kogoś, że haruje jak osioł).

Wbrew pozorom to nie osioł i nie palma są głównymi bohaterami dzisiejszej liturgii Słowa. Mówiąc nawiasem, św. Mateusz nie mówi nic o palmach, ale o gałązkach z drzew, które niektórzy z tłumy ścinali i ścielili przed osiołkiem na drodze. Bohater pierwszej odczytywanej dzisiaj ewangelii jest jeden: Jezus, rozgłaszany przez tłum jako Król. On rozpoczyna czas dopełnienia Ofiary z Siebie za nasze życie wieczne. Śpiew Hosanna królowi Dawida, wyraża wielką radość ludzi, pokładających doraźną, społeczną nadzieję w Jezusie. Cieszą się, że przybywa wspaniały Nauczyciel i Uzdrowiciel (darmowy a skuteczny) który jest także polityczną nadzieją dla Izraela. Wielu z nich mniema, że Jezus odrodzi królestwo, aby Bóg mógł być dumny ze swego wybranego narodu. Tymczasem plany Boże dla prawdziwego Mesjasza są inne. Właśnie wypełnia się proroctwo Izajasza; czas mówienia językiem wymownym, aby pomóc strudzonemu krzepiącym słowem powoli dobiega końca. Nastaje czas, gdy Nauczyciel poda grzbiet swój bijącym i policzki rwącym Mu brodę. Potem przyjdzie gorycz porzucenia przez uczniów i osamotnienie. Jezus przejdzie przez rwący strumień przykrych uczuć: poczucia porażki i odrzucenia, żalu i przygnębienia, upokorzenia, po graniczący z paniką, dojmujący strach. Św. Paweł powie : „ogołocił samego siebie”, a wynikało to z Jego posłuszeństwa wobec Ojca. „Stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa” (por. Flp 2).

Jezus uroczyście wjeżdża do Jerozolimy. Naprawdę jest Królem, którego narzędziem władzy jest panowanie nad sobą: pokora, cichość, łagodność. Dzisiaj Jego Jerozolimą ma być moje serce. Tylko zaproszony Jezus może faktycznie objąć władzę nade mną. Czy są jeszcze takie miejsca mojego serca, których Mu bezwarunkowo nie poddałem? Czego ciągle nie potrafię Mu oddać? On nie chce moich zewnętrznych wiwatów, gdy w pewnych obszarach mojej osoby panują mroki egoizmu. Osioł, palmy, wiwaty przeminęły. Nigdy takiej iluzji władzy nie uległ św. Jan Paweł II, którego dobre imię w pozbawionym podstaw dowodowych reportażu usiłują zniszczyć polityczni najemnicy. Lepszy szept „Zmiłuj się nade mną!” niż gromkie „Hosanna”.

Dodaj komentarz