Zbawieni jako mąż i żona

 

Nie zapomnę zdziwienia pewnej żony i mamy, gdy rozmawialiśmy o niebie. Była zaskoczona, kiedy usłyszała, że w niebie już nie będzie więcej żoną. Oczy rozwarła szerzej, bo nie mieściło się w jej głowie, że tam, nie będzie już związana węzłem sakramentalnym z mężem, którego bardzo kocha.

+Veni Sancte Spiritus! 32 nd zw C 10 listopada 2019

Łk 20,27-38

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Saduceusze byli członkami stronnictwa religijnego bogatych Żydów, którzy współpracowali z Rzymianami. Dlatego zajmowali najwyższe urzędy w świątyni w Jerozolimie. W panoramie różnych grup żydowskich wyróżniali się tym, iż lubili podkreślać, że wywodzą się od niejakiego Sadoka, księcia kapłanów za czasów Dawida i Salomona. Jak napisał Daniel – Rops o saduceuszach nie można powiedzieć, że byli złymi Żydami, ale w sprawach religijnych woleli trzymać się ściśle litery Prawa – zwłaszcza, gdy było dla nich korzystne – a dla owych dogmatycznych rozpracowań, które tak obficie pączkowały na drzewie Mojżeszowym mieli jedynie pogardę. Nie wierzyli zarówno w faryzejskie subtelności dotyczące święcenia szabatu, jak i w teorie zbyt nowe, twierdzące, że istnieje jakieś życie pozagrobowe, a nawet że umarli kiedyś zmartwychwstaną (Dzieje Chrystusa. Warszawa 1987 s. 126). Tak zatroskani o ciało i jego wygody za życia, nie wierzyli, że dusza i ciało po śmierci mogą stać się nowym istnieniem.

Pytanie postawione Jezusowi wydaje się bardzo praktyczne. W rzeczywistości jest podstępne: Kto będzie tym właściwym mężem kobiety, która dla siedmiu braci, sukcesywnie, była na ziemi żoną? Trudno o bardziej wydumany przykład sytuacji małżeńskiej. Przecież jeden, dwóch może trzech mężów to już wiele w życiu kobiety, a po śmierci trzeciego, co miałoby ją motywować do zamążpójścia za czwartego z tego dziwnego słabowitego rodu? Ten wyszukany i odległy od realiów przykład nie znajduje odpowiedzi w słowach Jezusa. Zbawiciel nie rozstrzyga niebiańskiej przynależności kobiety do któregoś z jej siedmiu mężów. Chrystus rozwiązuje problem podnosząc temat bardziej podstawowy: Jak to jest ze zmartwychwstaniem? Z pozornie praktycznego pytania Jezus wyprowadza stwierdzenie kluczowe do zrozumienia nieba. To jest świat innego porządku, nowego źródła zachwytu, gdzie Bóg będzie w centrum naszych pragnień. Nie będzie już potrzeba więzi małżeńskiej, bo mąż i żona zbawieni doszli do nieba. Będzie okoliczność (chciałoby się powiedzieć czas) na radowanie się Bogiem, którego będziemy widzieć, sycąc się Jego obecnością. Będzie nasz ludzki świat przeniknięty światem aniołów, których będziemy mogli postrzegać i pewnie się z nimi jasno komunikować.

Jeszcze jedno ważne pojęcie wprowadza Chrystus Pan mówiąc o naszym położeniu w niebie. Będziemy dziećmi Bożymi. To zmienia perspektywę patrzenia na niebo. Ono już nie będzie miejsce żadnej ludzkiej ekspansji, skończą się zadania, praca, budowanie relacji przez wspólny wysiłek. Będziemy dzielić chwałę Królestwa Bożego wraz z aniołami jako dzieci Boże. To będzie nasz podstawowy tytuł. Dzieci odwiecznie ukochane przez Trójjedynego Boga, Krwią Chrystusa przywrócone Ojcu, mocą łaski Ducha Świętego przemienione.

Jezus wyraża publicznie przy niedowiarkach saduceuszach prawdę o życiu wiecznym, o zmartwychwstaniu Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją (Łk 20, 38). Mądrość Chrystusa polega na tym, że z kpiarskiego pytania żydowskich pyszałków wyprowadził z całą powagą właściwą odpowiedź.

Węzeł małżeński jest niewidzialnym, nierozerwalnym duchowym połączeniem ochrzczonych męża i żony. Rozwiązuje go śmierć. Węzeł nie jest łańcuchem. Jest niejako pasem transmisyjnym łaski. Święci małżonkowie Zelia i Ludwik Martin tak mocno transmitowali na siebie Bożą moc, że razem zostali kanonizowani. Są dziećmi Boga w Jego niebie.

Czujesz się dzieckiem myśląc o niebie?

Dodaj komentarz