Pójdź za mną!

 

Co wiemy? Czterech młodych rybaków z dwu rodzinnych firm rybackich wstaje, zostawia miejsce pracy i opuszcza je na stałe. Bracia Szymon i Andrzej oraz bracia Jakub i Jan usłyszawszy trzy słowa Nauczyciela z Nazaretu: „Pójdź za mną” bez namysłu, bez ociągania, natychmiast stosuje się do tych słów. Jesteśmy świadkami pierwszego cudu opisanego przez św. Mateusza ewangelistę. Cud nie jest spektakularnym uzdrowieniem czy rozmnożeniem jedzenia. Cud dokonuje się w głowie czterech galilejskich rybaków. Polega na natychmiastowym pójściu za Jezusem, którego nie znali.

+Veni Sancte Spiritus!                                    3 nd zwykła rok A                   25 stycznia 2026

Iz 8,23b-9,3; Ps 27; 1 Kor 1,10-13.17; Mt 4,12-23

 

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Co o tej czwórce powołanych wiemy? Stanowili swoistą klasę średnią; jako rybacy mieli własny warsztat w postaci łodzi, sieci i dostępnego dla wszystkich akwenu, jaki stanowiło Jezioro Galilejskie. Wypływali nocą. Zarzucali okrągłe sieci, zaopatrzone w ciężarki na obrzeżach, aby taka pułapka zagarnęła jak największą ilość ryb w ławicach. Praca był męcząca i niebezpieczna. Można było z takiego nocnego rejsu nie wrócić. Burze na jeziorze zdarzały się niezależnie od pory dnia. A jednak galilejscy rybacy, zwłaszcza ci z Kafarnaum wiedzieli, że ryb jest wiele i gdzie je łowić. Przywykli do ryzyka. Jezioro Galilejskie ma 21 km długości z północy na południe i – w najszerszym miejscu w poprzek – 11 km. Kiedy nadchodzi wiosna, po opadach deszczu wzgórza się zielenią urzekając łąkami i łagodnymi podmuchami wiatru schodzącymi nad wodę. Rybacy wiedzą, że z tym wiatrem nie ma żartów.

Dzień jak co dzień, po powrocie do przystani, płukanie sieci, zbieranie ryb i wszystkiego, co sieci zagarnęły. Porządkowanie łodzi. Nagle wszystko się zmienia. Oczy skierowują się na młodego wysokiego mężczyznę, którego jasne spojrzenie kontrastuje przy ciemnych włosach. Jego oczy mają w sobie radość i szacunek, akceptację i zrozumienie. Nie ma w nich żadnej kpiny i pogardy. Te oczy niosą pokój. Skoro tyle dobra w oczach tego Człowieka, kim On jest? Nieznajomy mówi tylko trzy słowa: „Pójdź za mną”. Jak tłumiony grzmot wiosennej burzy, tak nagle serce poruszyło się przy tych słowa, i fala zachwytu przepłynęła przez ciało. Ten prawie nieznany Nazareńczyk sprawia, że surowi, twardzi i stanowczy rybacy, bez pytania, bez zastrzeżeń, bez jakiegokolwiek większego wyjaśniania idą za Nim.

Czego o nich nie wiemy? Tego, co bardzo ludzkie, czyli jakie mieli rodziny, który z nich był żonaty, ile mieli dzieci, jak im się układało na co dzień. Ewangelia nie mówi nam o tym, czyli nie jest to konieczne dla naszego zbawienia. Z wielkim przekonaniem można wszakże stwierdzić, dwie rzeczy: po pierwsze, cała ta czwórka powołanych przez Jezusa to byli ludzie wierzący czyli pozostający w żywej relacji z Bogiem, a po drugie, byli ludźmi prawego serca, czyli osobami uczciwymi.

Każdy z nas jest powołany przez Jezusa. Każdy inaczej, bo żaden z nas nie jest taki sam. Do czego Jezus powołuje każdego z nas? Ostatecznie do życia wiecznego w niebie. To jest przecież cel. Pośrednio Jezus powołuje każdego z Nas do przejścia za Nim drogi przez życie. Za Nim, nie przed Nim, nie obok. Za…     Jezus powołuje do pójścia za Nim. Są zatem trzy elementy powołania:

Najpierw spotkanie z Jezusem, odkrycie Jego Osoby, obecności, która bezgranicznie kocha. To pierwszy krok naszego powołania do świętości. Spotkać Jezusa, otworzyć się na poznawanie Jezusa przez modlitwę. Nieustannie Go szukać, budować z Nim zażyłą relację. Drugim krokiem powołania jest oderwanie od naszych przywiązań, porzucenie balastu moich własnych pomysłów na życie, moich grzechów. To taka bezpośrednia odpowiedź na Chrystusowe „Pójdź za mną”. Przecież nie chodzi tylko o kapłaństwo czy życie zakonne. Małżeństwo jest pójściem za Jezusem we dwoje -kobieta i mężczyzna stają się w Nim jednością. Wreszcie trzecim krokiem w powołaniu jest budowanie wspólnoty z innym uczniami Pana. Jak pielęgnuję moje powołanie, jak poprawiam jakość mojej relacji z Jezusem?

Dodaj komentarz