Z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich

 

Bezpieczna i cicha nasza świątynia. Biel ołtarza i złoto tabernakulum. Trwa Msza święta i mamy wielką pewność, że nic złego się nie stanie. Ale słowo Boże nie napełniło nas optymizmem i zadowoleniem z życia. Niestety, liczby krzyczą na potwierdzenie smutnych słów Jezusa, które przed chwilą wybrzmiały w ewangelii. Bo oto: 105 000 chrześcijan ginie rocznie za wiarę w Jezusa Chrystusa. Każdego dnia życie za wiarę oddaje 288 chrześcijan, co 5 minut ginie jeden chrześcijanin. Boli i krwawi bycie chrześcijaninem.

+Veni Sancte Spiritus!                                                            33 nd zw C 16 listopada 2025

Ml 3,19-20a; Ps 98; 2 Tes 3,7-12; Łk 21,5-19

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Ewangelia jest dobrą nowiną o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Dzisiaj słowo Boże w liturgii, a nawet słowa samego Chrystusa kreślą smutne, zatrważające obrazy. Krótko mówiąc, złe. Jakże to tak, że Chrystus Pan zamiast tchnąć w nas optymizm, ufność, nadzieję sukcesu mówi o zagrożeniach, spustoszeniach, zdradach, a w najlepszym razie niezrozumieniu i odrzuceniu? Dzisiejsze słowo Boże wymaga stawiania wielu pytań. Dlaczego prorok Malachiasz mówi, że zbliża się już taki dzień, w którym wszyscy czyniący nieprawość zostaną spaleni w piecu jak słoma? Krótka odpowiedź brzmi: bo sprawiedliwość Boża jest większa niż ludzka podłość. Dlaczego św. Paweł wzywa do stałej pracy jako rzeczy potrzebnej, by „u nikogo za darmo nie jeść chleba”? Krótka odpowiedź brzmi: bo nawet jak się źle dzieje w świecie, mamy ufność w Bogu.

Fundamentalna i głęboka odpowiedź jest jedna: Tylko Jezus mówi pełnię prawdy, czyli mówi o miłości miłosiernego Ojca, który chce nam odpuścić grzech i oczekuje naszego nawrócenia. Ta ewangeliczna misja Jezusa wzbudza podział tj. są tacy, którzy ją przyjmują i tacy, którzy ją odrzucają, ale w sposób niejednokrotnie gwałtowny i okrutny. Prawda przyniesiona przez Jezusa odsłania uwikłanie człowieka w grzech, pokazuje, że w człowieku tkwi wada pierwotna, która czyni go niezdolnym do dojrzałego życia i harmonijnego rozwoju w relacjach z innymi ludźmi. Wielu nie chce słyszeć o grzechu w sobie, wielu chętnie będzie słuchało o swoim samorozwoju, samospełnieniu, samo-doskonałości, o sukcesie, o potrzebie wyzwolenia od zobowiązań, o różnych innych mrzonkach, ładnie opakowanych iluzjach szczęścia. Te potrzeby emocjonalne zaspokajają fałszywi prorocy, którzy byli twórcami różnych sekt i religii. Tylko Jezus oddał życie za wszystkich ludzi (nawet nie za garstkę uczniów i apostołów, którzy byli zaskoczeni i przerażeni Jego śmiercią, a nawet niepewni, gdy zmartwychwstał). Tylko Jezus pozwolił się ukrzyżować w imię miłości Boga Ojca, którego ludziom głosił. Gdyby wszystko zakończyło się na tej tragicznej śmierci, Jezus okazałby się smutnym i szalonym marzycielem. On jeden powstał z martwych i przyszedł do uczniów mówiąc „Pokój wam!” Dlatego to, co głosił jest prawdą niepodważalną i jedyną, a Jezus jedynym Zbawicielem ludzi.

Jesteśmy wezwani przez Jezusa do trwania w cierpliwości: „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”. Ewangelista używa określenia „hypomené”, które oznacza coś więcej niż „wytrwałość”. Jest to heroiczne dochowanie wierności i pokonywanie przeszkód. Nie chodzi w tej postawie o jakiś stan emocjonalny, ale o stałość woli. Pan nas do tego uzdalnia, a święci męczennicy swoim świadectwem krwi potwierdzają. Zapewne dlatego św. Grzegorz Wielki powie: „Cierpliwość jest korzeniem i obroną wszystkich cnót: polega na tolerowaniu zła innych ze spokojnym duchem i nie żywieniu urazy do tego, kto nam je wyrządza».

Hej, chrześcijanie, podnieście głowy, patrzcie na Jezusa i na niebo!

Dodaj komentarz